About Dance Advance
Click for the Program Guidelines
Click to view the Dance Advance Archives
Click to view the Dance Advance Calendar
Click to view the Document(s) Section
Back to the Dance Advance Home Page
            

GDZIE POŁOŻYĆ KOC? ciąg dalszy

2/7

Próby

Klucz do idei przedsięwzięcia leży najczęściej w jego tytule. Sierpniowy projekt w Filadelfii w polskim oryginale zaproponowanym przez Łumińskiego brzmi Próba powrotu do korzeni. Oficjalne tłumaczenie angielskie (Coming back to roots) zatarło niezwykle istotny rys znaczeniowy jaki niesie ze sobą słowo próba.  W słowie tym ukryta została bowiem przez Łumińskiego istota zamierzonego procesu: próba, podobnie jak twórczy proces, jest pewnym działaniem, usiłowaniem, (podjętym eksperymentem?), którego efekt końcowy nie jest zagwarantowany. Zarówno wszelkiego rodzaju próby, jak i procesy to swego rodzaju podróże, których trasy są w mniejszy lub większy sposób oznaczone, punkt wyjścia znany, punkt dojścia natomiast owiany podniecającą tajemnicą, której zgłębianie, do której dążenie, stanowi właśnie istotę samego podróżowania – próby - procesu. Wpisany w tę formułę element zaskoczenia, niespodzianki, oraz przygotowanie, wyczulenie, czy też otwarcie się na to, co nieoczekiwane [unexpected] stanowi ważną część tego działania i stała się także jednym z motywów przewodnich 5 tygodni naszej pracy.

Zapytany przez mnie w pierwszych dniach projektu jakie są jego cele, jakie plany, Łumiński odpowiedział otwarcie „nie wiem”. Dziś myślę, że odpowiedział dojrzale i odważnie. Bowiem świadomie podjęte ryzyko posiadania jedynie artystycznych założeń bez zarysowanej wizji finalnego „produktu” musi być dla każdego artysty sytuacją dalece niekomfortową, zwłaszcza gdy mowa o międzynarodowym projekcie, który równie dobrze można potraktować jak trampolinę dla dalszej artystycznej kariery choreografa. Tymczasem od początku było wiadomo, że trzy pokazy podczas festiwalu Philadelphia Live Arts, są dla Łumińskiego w pewnym sensie jedynie pretekstem do o wiele istotniejszej, wytężonej pracy w studio, gdzie przez ponad miesiąc życie toczyło się zawsze tym samym rytmem – przedpołudniowa lekcja otwarta dla tancerzy z całego okręgu Filadelfii i popołudniowe próby z czwórką tancerek zaproszonych do projektu podczas wcześniejszych warsztatów w kwietniu. Ten układ dnia wydaje mi się bardzo znaczący – po pierwsze dlatego, że pokazuje w pewnym sensie hierarchię ważności w tworzonym przez Łumińskiego teatrze (i teatrze tańca w ogóle), gdzie, mimo całej złożoności spektakli, to jednak ruch, taniec jest rzeczą najbardziej oryginalną i pozostaje zawsze nośnikiem najważniejszych emocji i treści; - po drugie zaś dlatego, że to właśnie w ruchu tym ukryty jest na mikroskalę teatralny świat choreografa i swego rodzaju opowieść, którą następnie transponuje się na większe teatralne jednostki – sekwencje, obrazy, sceny, sytuacje.

W stworzonej przez siebie ponad 10 lat temu i z czasem doskonalonej technice ruchu zawiera się bowiem jak w pigułce wszystko to, co interesuje Łumińskiego w sztuce. Wielokrotnie próbując opisać ten niezwykle trudny, często akrobatyczny, taniec nazywałam go „tańcem niekonsekwencji” - nie ma tu bowiem jednej, nadrzędnej zasady konstrukcji ruchu. Opiera się on na połączeniach kroków z pozoru niemożliwych do wykonania, sprawiających wrażenie nieskoordynowanych, wykonywanych jakby pod wpływem wielu jednoczesnych impulsów, rozrywających ciało tancerza w wewnętrznej, samotnej walce. Nagłe zmiany kierunków, osi obrotu czy poziomu wykonywania ruchu, gwałtowne przejścia od niskich plié do skoków i piruetów, ekstatyczne wymachy rąk, intensywna praca nóg i głowy, która często inicjuje cały taniec wywołując tym samym wrażenie zaburzenia równowagi – wszystko to powoduje, że ruchów tancerzy nie sposób przewidzieć, tak, jakby niewiele zależało także od nich samych. Notorycznie łamana symetria układów, zawrotne tempo wraz z nagłymi spadkami energii wzbogacone badaniami nad kinetycznymi możliwościami ciała ludzkiego (manipulowanie ciężarem ciała, rolą miednicy i kręgosłupa, świadome poszukiwanie i uruchamianie nowych ośrodków ruchu) oraz wiedzą psychofizyczną, powodują niecodzienne wrażenie „pływania w przestrzeni”, pływania miedzy światem realnym – zewnętrznym - i tym Innym, okiem niezauważalnym, który odwołuje się do sfery wspólnych wszystkim ludziom duchowych doświadczeń (które są zresztą tematem przewodnim większości spektakli stworzonego przez choreografa w 1992 r. Śląskiego Teatru Tańca).

Podczas codziennych zajęć w studio owa historia wpisana w sam ruch objawiła mi się bardzo wyraźnie, gdy słuchałam wskazówek udzielanych tancerzom przez Łumińskiego: słowami-kluczami były tu towarzysząca nam przez cały czas „niespodzianka” (zaskakujcie sami siebie w ruchu) i „zawieszenie”  jako punkt kulminacyjny - moment oczekiwania na coś nieoczekiwanego, co zaraz nastąpi, ale jeszcze nie wiemy, w którym kierunku nas popchnie. Od pierwszego dnia pojawiło się także korespondujące z powyższym teatralne greckie pojecie perypetii (peripéteia) – w poetyce dramatu określające wydarzenie powodujące nagły zwrot akcji diametralnie zmieniający losy bohaterów, tutaj zaś metaforycznie przetransponowane na taniec jako reguła poruszania się - ruch którego zasadą konstrukcyjną jest ciągła negacja ruch następnego, zaskoczenie dla samego tancerza i dla odbiorcy. Perypetia staje się zatem główną machiną dramaturgiczną tańca, ale także w warstwie uniwersalnej – metaforą wszelkiego działania - życia. Taniec zorganizowany wokół osi pięty - kość ogonowa – kręgosłup- czubek głowy staje się na naszych oczach w rzeczywistości historią o równowadze - jej utracie oraz ciągłym do niej powracaniu. W ciało tancerza nawet w najprostszej sekwencji wpisana zostaje tym samym uniwersalna opowieść o nieustannych zmaganiach - upadku i podnoszeniu się człowieka, który – jako jednostka, a najczęściej jako jednostka w grupie -  zdecydowanie stoi w centrum zainteresowania teatru Łumińskiego. Taniec taki wymaga jednak nie tylko ogromnego wysiłku fizycznego, ale przede wszystkim – intelektualnego, żądającego od tancerza ciągłego skupienia i absolutnej obecności na scenie. W kontekście tym nie dziwi komentarz choreografa do pierwszego – najtrudniejszego chyba, bo wprowadzającego, wciąż zaskakującego tancerki  - tygodnia pracy nad projektem, który według niego skupiał się bardziej na myśleniu niż tańczeniu. Echem tego będzie zapisane później w pamiętniku jednej z tancerek (przewijające się także przez pozostałe zapiski) piękne, obrazowe i niezwykle inspirujące  hasło: mój umysł tańczy! I będzie to bodaj jedno z największych i najbardziej płodnych odkryć projektu.

Podsumowując swoją pracę z Łumińskim tancerki zgodnie podkreślały, jak istotne było dla nich zdecydowane rozdzielenie dwóch fragmentów dnia – warsztatowego, skupionego na poznawaniu i doskonaleniu nowej, pełnej wyzwań techniki ruchu i tego, który wykraczał poza taniec w stronę  poszukiwań bardziej teatralnych. Bowiem ruch w teatrze Łumińskiego, mimo że jako podstawowy środek wyrazu niezwykle istotny, nie stanowi jednak celu sam w sobie, traktowany jest raczej jako narzędzie do wyrażania idei spektaklu. Taniec – jego ułożone w sekwencje gesty i kroki – są jak słowa, z których tworzy się zdanie - komunikat, którego znaczenie nie jest ukryte w poszczególnych ruchach, ale zależne od wykreowanego za pomocą wielu innych środków (dramaturgii, teatralnych sytuacji, scenografii, słów, nastroju) kontekstu. Dowodem na to niech będzie fakt, że większość materiału ruchowego użytego później w spektaklu (zwłaszcza układów grupowych, nie związanych bezpośrednio z kreowaniem poszczególnych postaci) powstała podczas pierwszego tygodnia pracy i nigdy potem, co w przypadku spektaklu teatru tańca może się wydawać prawie niemożliwe, nie została zmieniona! Późniejsza praca nad układami ograniczała się zatem jedynie do szlifowania podanego przez choreografa materiału, a wszystko, co w pracy okazało się  najciekawsze i najbardziej intrygujące, skupiało się tak naprawdę na kreowaniu podczas improwizacji oryginalnego ruchu postaci i generowaniu owego szeroko rozumianego kontekstu właśnie – i na tym w rzeczywistości koncentrował się pięciotygodniowy, w dosłownym tego słowa znaczeniu twórczy, proces.


następna strona