 |
|
GDZIE POŁOŻYĆ KOC?
Joanna Leśnierowska
|
1/7
|
Początek…
To co robiliśmy przez ostatnie pięć tygodni wykracza zdecydowanie poza ramy samego spektaklu. Przedstawienie niesie z sobą bowiem także wszystko to, czego widownia, nie uczestnicząca w procesie twórczym, nie może zobaczyć. Żałuję że widzowie nie mogli być z nami w studio każdego dnia, ponieważ działo się tam o wiele więcej niż tylko tworzenie przedstawienia, tworzenie sztuki.
Słowami tymi, wypowiedzianymi niemal na chwilę przed premierowym
pokazem w ramach Philadelphia Live Arts Festival, młoda tancerka Alison
D’Amato, uczestniczka programu Dance Discursion: Poland/Philadelphia
2004, bardzo subtelnie dotknęła istoty niezwykłego zdarzenia -
projektu zorganizowanego z inicjatywy Billa Bissela i jego organizacji
Dance Advance, w którym niżej podpisana miała również zaszczyt brać
udział. W projekcie tym (inaczej niż zazwyczaj w teatrze, gdzie to
właśnie spektakl i jego premierowe wykonanie stanowią główny cel
wszelkich działań, ich dopełnienie i prawdziwe święto) wszystko co
ważne (także końcowy pokaz - spektakl) zawarło się w
pięciotygodniowym procesie – procesie nie tylko tanecznym, ale przede
wszystkim także myślowym, który dla wszystkich jego uczestników
(zarówno artystów polskich – Jacka Łumińskiego, choreografa, twórcy
Silesian Dance Theatre, Tomka Wesołowskiego - jego tancerza czy Wojtka
Blecharza - kompozytora, jak i młodych tancerek z Filadelfii – poza
D’Amato także Reneé Robinson-Buzby, Christina Zani i Kristen
Shahverdian) stał się szczególną podróżą w głąb własnych doświadczeń i
przekonań artystycznych. Czy też może lepiej rzec: początkiem podróży,
gdyż jak wyznała inna tancerka, cały ten proces zdaje się zawsze w
fazie poczatku, a refleksja - jeden z głównych bohaterów zdarzenia –
trwa nadal, czego niniejszy tekst jest swego rodzaju świadectwem i
dowodem. Mam również nadzieję, że w swej próbie opisania istoty tego co
wydarzyło się w Susan Hess Studio w sierpniu tego roku będzie on także
kolejnym ogniwem samego procesu - cegiełką, która pozwoli na dalsze
zgłębianie pojawiających się tematów i, co jest marzeniem wszystkich
uczestników, ich inspirujący rozwój przy ponownym spotkaniu.
Zanim jednak cegiełkę tę dorzucę, istotne wydaje mi się powiedzenie
kilku słów o mojej obecności w całym projekcie, jako że krytyk tańca
nieczęsto dostępuje zaszczytu tak głębokiego wtajemniczenia w proces
twórczy, jakie było w tym przypadku moim udziałem. Zostałam zaproszona
do udziału w projekcie jako polski krytyk tańca znający taneczną i
teatralną historię, ale przede wszystkim zajmujący się wielokrotnie
twórczością Jacka Łumińskiego, a zatem w każdej chwili zdolnego
przywołać dla jego pracy odpowiedni kontekst. Bill Bissel poprosił mnie
o dokumentację projektu i jego krytyczną ocenę proponując mi rolę
obserwatora – zewnętrznego trzeciego oka – który, pozostając blisko
samego procesu twórczego, w każdej chwili jest jednocześnie w stanie
ocenić procesu wartość i nazwać to, co dla artystów często nie jest
bezpośrednio zauważalne czy ubieralne w słowa. Jednakże dla wszystkich
nas od początku stało się jasne, że moja codzienna obecność na sali (w
pierwszym tygodniu projektu i od tygodnia czwartego aż do ostatnich
pokazów) jest czymś więcej niż obserwacją i wiąże się bardziej z
rodzajem wtajemniczenia w świat, do którego krytykom zazwyczaj odmawia
się wstępu. Moje (czynne) uczestnictwo zarówno w otwartych dla całego
środowiska filadelfijskiego lekcjach techniki Jacka Łumińskiego, jak i
na popołudniowych próbach, możliwość przebywania i rozmawiania zarówno
z choreografem jak i tancerzami, - wszystko to sprawiło, że z
obserwatora stałam się raczej pełnoprawnym uczestnikiem procesu przez
jaki cała nasza polsko-amerykańska artystyczna rodzina, jaką się
ostateczne staliśmy, przechodziła. Było to dla mnie doświadczenie
ekscytujące i szczególne pod każdym względem. Z krytyka chowającego się
w mroku widowni i z tej bezpiecznej pozycji oceniającego finalny
produkt, zamieniłam się w zaprzyjaźnionego świadka dopuszczonego do
tajemnicy powstawania dzieła, a nawet aktywnie (mam nadzieję)
intelektualnie je wspierającego; będąc jak wszyscy oderwana od swej
codzienności, miałam możliwość przemyślenia w atmosferze ogólnej
dyskusji własnych przekonań i koncepcji artystycznych, ale przede
wszystkim po raz pierwszy, podobnie jak tancerze, mogłam doświadczyć
oryginalnego ruchu (a co za tym idzie teatru) Jacka Łumińskiego, który,
choć tyle razy oglądany przez mnie na scenie i opisywany, nigdy jednak
nie odkrył przede mną tylu istotnych dla siebie szczegółów oferując mi
wiedzę niedostępną członkom spektaklowej publiczności. Z racji swego
zadania znalazłam się zatem niepostrzeżenie na fascynującej dla mnie
pozycji „w centrum wydarzeń”, mogąc śledzić proces jednocześnie z
wielu różnych perspektyw.
Niniejszy tekst powstał jako summa informacji pochodzących z wypowiedzi
Jacka Łumińskiego, cotygodniowych wywiadów z tancerkami podsumowującymi
kolejne tygodnie pracy oraz z moich własnych notatek i przemyśleń
konfrontujących różne opinie i obserwacje. Bardzo istotnym dla mnie
elementem refleksji stały się również notatki-pamiętniki tancerek,
które na moją niecodzienną prośbę zgodziły się zapisywać regularnie
zdarzenia i przeżycia w czasie projektu oraz związane z nimi refleksje,
a potem podzielić się nimi ze mną (traktuję to jako znak ich zaufania i
bardzo za nie dziękuję). Osobiste zaangażowanie w projekt na wszystkich
jego etapach i poziomach jest chyba najszczerszym dowodem na to, jak
potrzebne i istotne były dla nas wszystkich te spędzone na ciężkiej
(ale i pełnej fascynujących wyzwań) pracy 5 tygodnie.